scroll

Mamy certyfikat EKO!

Świadomość konsumentów w zakresie zdrowych produktów i ich składów rośnie coraz bardziej. Choć jeszcze nie wszyscy, to już spora część z nas zwraca uwagę na etykiety i – nim dany artykuł trafi do koszyka – rozsądnie sprawdzamy czy jest on korzystny dla naszego zdrowia i czy nie zawiera szkodliwych substancji E-. Na rynku można znaleźć […]

Świadomość konsumentów w zakresie zdrowych produktów i ich składów rośnie coraz bardziej. Choć jeszcze nie wszyscy, to już spora część z nas zwraca uwagę na etykiety i – nim dany artykuł trafi do koszyka – rozsądnie sprawdzamy czy jest on korzystny dla naszego zdrowia i czy nie zawiera szkodliwych substancji E-.

Na rynku można znaleźć wiele produktów, które mają w swojej nazwie „bio”, „eko”, albo „organic”, jednak nie każdy ma świadomość, że tak oznaczone mogą być jedynie produkty o certyfikowanej jakości, które spełnią wymagania dotyczące rolnictwa ekologicznego.

Wielu konsumentów wciąż utożsamia żywność ekologiczną z żywnością zdrową czy naturalną. Warto jednak pamiętać, że tylko produkty z logo rolnictwa ekologicznego (zielony liść) dają gwarancję, że podczas ich produkcji i przetwarzania nie stosowano promieniowania jonizującego ani genetycznie modyfikowanych organizmów i ich pochodnych.

Dopuszczone do wykorzystania w rolnictwie ekologicznym środki ochrony roślin i nawozy gwarantują brak ich negatywnego wpływu na jakość produktu końcowego. System kontroli produkcji ekologicznej pozwala na śledzenie każdego artykułu na wszystkich etapach produkcji, przygotowania i dystrybucji – począwszy od produkcji pierwotnej produktów ekologicznych poprzez przechowywanie, przetwarzanie, transport, sprzedaż oraz zaopatrzenie ostatecznego konsumenta. [źródło: https://www.tuv.com/pl/].

Żywność ze składem eko

Głównym założeniem przetwórstwa ekologicznego jest przygotowanie żywności z produktów rolnych poddanych kontroli na zgodność z wymaganiami rolnictwa ekologicznego. Produkt może być oznakowany jako ekologiczny wyłącznie wówczas, gdy co najmniej 95% składników pochodzenia rolniczego stanowią składniki, które posiadają certyfikat zgodności z produkcją ekologiczną wydany przez upoważnioną jednostkę certyfikującą. Na opakowaniu produktów ekologicznych musi zostać podane miejsce pochodzenia rolniczych składników ekologicznych, numer jednostki certyfikującej sprawującej nadzór nad producentem oraz logo rolnictwa ekologicznego. TÜV Rheinland Polska jest upoważnioną jednostką certyfikującą w zakresie przeprowadzania kontroli oraz wydawania i cofania certyfikatów zgodności  – numer identyfikacyjny PL-EKO-08.

Bio – Mniamoo

Temat bycia eko wzięliśmy bardzo poważnie i jako pierwsza lodziarnia w Polsce (!) uzyskaliśmy certyfikat ekologiczności od TÜV Rheinland Polska. Zdajemy sobie sprawę, jak ważne dla zdrowia jest to, co spożywamy, dlatego w trosce o miłośników naszych smaków wprowadziliśmy linię produktów z oznaczeniem zielonego liścia. Mleko, owoce oraz pozostałe składniki, których używamy podczas produkcji pochodzą ze źródeł, które spełniają wszelkie wymogi gospodarstw ekologicznych. W sekrecie zdradzimy Wam, że jednym z punktów naszego zaopatrzenia jest ZPM Dominik z Nowego Sącza, który dostarcza nam mleko od  szczęśliwych krówek wypasanych na sądeckich łąkach.

Uprzedzając pytanie, które z pewnością zaraz się pojawi: dlaczego część produktów Mniamoo jest bio, a część nie?

Tu spieszymy z wyjaśnieniem, które z pewnością uspokoi wszystkich miłośników naszych lodów. Wszystkie nasze produkty przygotowujemy na bazie naturalnych i zdrowych składników z tych samych źródeł, jednak tylko część naszych zaprzyjaźnionych krówek ma unijny certyfikat ekologiczności, a pozostałe, które żyją razem z nimi, dopiero czekają w kolejce po „paszport eko”

Zmieniamy świat na lepsze jak tylko umiemy!

22. kwietnia – Światowy Dzień Ziemi Idea obchodzenia święta naszej planety powstała już w latach 70tych ubiegłego stulecia. Jej celem od samego początku było promowanie postaw proekologicznych w społeczeństwie oraz zwracanie uwagi polityków, przedsiębiorców i wszystkich ludzi na to, jak kruchy jest ekosystem Ziemi.  O ile w XX wieku nie mieliśmy aż tak istotnych problemów z ekologią, ponieważ mniej było samochodów, […]

22. kwietnia – Światowy Dzień Ziemi

Idea obchodzenia święta naszej planety powstała już w latach 70tych ubiegłego stulecia. Jej celem od samego początku było promowanie postaw proekologicznych w społeczeństwie oraz zwracanie uwagi polityków, przedsiębiorców i wszystkich ludzi na to, jak kruchy jest ekosystem Ziemi. 

O ile w XX wieku nie mieliśmy aż tak istotnych problemów z ekologią, ponieważ mniej było samochodów, zanieczyszczeń i plastiku, tak w obecnych czasach organizacje zarówno rządowe jak i pozarządowe wręcz biją na alarm, ponieważ sytuacja zaczyna być wręcz dramatyczna. Zgodnie z danymi ONZ, każdy mieszkaniec Europy i Ameryki Północnej produkuje rocznie blisko 100kg odpadów z tworzyw sztucznych, a w przeciągu najbliższych 4 lat liczba ta może wzrosnąć nawet do 140kg! Foliowa torebka służy nam przeciętnie 12 minut – tyle, ile trwa średnio nasza droga ze sklepu do domu – mówi koordynatorka kampanii „SOS dla świata” Karolina Tymorek. – Potem torebka najczęściej ląduje w koszu. Wiele wyrzucanych codziennie na świecie foliówek i innych plastikowych odpadów trafia do oceanów.Według najnowszych danych w oceanach ląduje w skali roku prawie 10 milionów ton plastiku. Wiele znanych firm podejmuje się walki z rosnącym problemem, i tak np. adidas sprzedał dotychczas milion par butów wyprodukowanych z wyłowionych butelek plastikowych, a do 2024 planuje oprzeć całość swojej produkcji na tym surowcu. Na wykonanie jednego buta zużywa się średnio 11 butelek.

Coraz większą popularność zyskują produkty wykonane z materiałów przetworzonych pochodzących z recyklingu lub z materiałów biodegradowalnych, a więc takich, które w krótkim czasie ulegają całkowitemu rozkładowi. Setki firm rezygnują z plastikowych torebek i opakowań, stopniowo odchodzi się od używania plastikowych sztućców, butelek czy rurek do napojów.

Polscy naukowcy z Politechniki Gdańskiej stworzyli materiał, z którego można produkować ekologiczne i jednorazowe produkty: słomki, sztućce, talerze i wiele innych. Głównym składnikiem jest ziemniak, a dokładniej skrobia ziemniaczana, którą miesza się między innymi z biopolimerem o nazwie poliaktyd (PLA). Główną zaletą tego materiału jest to, że po zużyciu można go w pełni skompostować, a produkcja jest o 15% tańsza niż tradycyjnego plastiku.

– Do wytworzenia naszych materiałów biopolimerowych wykorzystuje się łatwo dostępne surowce w pełni pochodzenia naturalnego lub surowce pozyskiwane z odnawialnych źródeł, co stanowi istotną przewagę nad stosowanymi powszechnie materiałami ropopochodnymi – tłumaczy prof. Helena Janik, kierownik zespołu badawczego. Dzięki temu rozwiązaniu możemy mieć pewność, że do środowiska nie trafią żadne odpady, które mogą zaszkodzić organizmom żywym, w tym także ludziom.

W Mniamoo również dokładamy wszelkich starań, aby choć w niewielkim stopniu przyczynić się do ochrony środowiska. Nasze opakowania są w pełni wykonane z biodegradowalnego papieru, a ukryte pod wieczkiem patyczki są drewniane. Unikamy plastiku, dlatego kupując nasze lody w wafelkach otrzymujesz od nas patyczki wykonane z C-PLA, a więc tworzywa uzyskanego ze skrobi kukurydzianej. Ograniczamy materiały drukowane, a działania marketingowe opieramy w głównej mierze o formę elektroniczną. Podczas produkcji staramy się minimalizować liczbę odpadów, które starannie segregujemy zgodnie z najnowszym rozporządzeniem.

Nie trzeba być eko freak’iem, żeby dbać o nasze środowisko i naszą wspaniałą planetę, która jest jedna i – niestety – w coraz gorszej kondycji. Małe gesty, mała zmiana nawyków każdego z nas może przynieść efekt skali, dlatego kiedy następnym razem będziesz wybierał się do sklepu po zakupy, zerknij do szafy czy nie ma tam reklamówki z poprzedniej wizyty w sklepie. Kupując długopis sprawdź, czy da się do niego kupić wymienne wkłady, a wybierając napoje sięgnij po te w szklanej butelce, którą będzie można poddać recyklingowi. Serdecznie zachęcamy Cię, byś dołączył do nas i żebyśmy razem zadbali o lepsze jutro!

Szczęśliwego Dnia Ziemi!

Lody w diecie sportowca? – tak!

Okno anaboliczne nie musi być wypełnione wyłącznie shake’iem, ryżem i kurczakiem – spróbuj alternatywy, sprawdź jak na Twoją formę wpłyną… lody! Nie jest tajemnicą, że nadmiar słodyczy w codziennej diecie prowadzi do problemów ze zbyt dużą ilością tkanki tłuszczowej, a w dłuższej perspektywie może prowadzić do pogorszenia się stanu zdrowia. Bogate w duże ilości cukru, […]


Okno anaboliczne nie musi być wypełnione wyłącznie shake’iem, ryżem i kurczakiem – spróbuj alternatywy, sprawdź jak na Twoją formę wpłyną… lody!

Nie jest tajemnicą, że nadmiar słodyczy w codziennej diecie prowadzi do problemów ze zbyt dużą ilością tkanki tłuszczowej, a w dłuższej perspektywie może prowadzić do pogorszenia się stanu zdrowia. Bogate w duże ilości cukru, tłuszczów i innych – nie zawsze zdrowych – dodatków łakocie zawierają masę zbędnych i pustych kalorii, które – niespożytkowane – odkładają się w boczki. Są jednak słodycze, które warto wprowadzić do swojej diety (w rozsądnych oczywiście ilościach), ponieważ przynoszą spore korzyści organizmowi i dobrze wpływają na formę fizyczną. Mowa tu oczywiście o lodach.

Jak wiadomo, po wysiłku fizycznym warto dostarczyć organizmowi porcję łatwo przyswajalnych węglowodanów oraz pełnowartościowego białka w lekkostrawnej formie. Można sięgnąć po preparaty z grupy suplementów, jednak po głębszej analizie etykiet mogłoby się okazać, że ich głównym składnikiem są cukry proste lub maltodekstryny o wysokim indeksie glikemicznym, a uzupełnienie stanowią dodatkowe substancje, które niekoniecznie chcielibyśmy przyjmować, ponieważ nie potrafimy nawet poprawnie wypowiedzieć ich nazwy.

Doskonałym źródłem białka, cukru i witamin są mleczne lody owocowe. Oczywiście warto wybierać te o prostym składzie, na bazie wyłącznie naturalnych składników, ponieważ stanowią lekkostrawne i wygodne źródło cukrów i aminokwasów – bez zbędnych ulepszaczy i sztucznych dodatków. To idealny wprost posiłek potreningowy – szybki, smaczny i łatwo przyswajalny. Jeżeli jednak uważasz, że same lody to za mało (bo przecież trening bez shake’a „po” to trening stracony), spróbuj wzbogacić swój przepis 2-3 gałkami lodów śmietankowych – jesteśmy przekonani, że efekty będą zdecydowanie lepsze!

Dlaczego warto jeść lody? 7 najważniejszych argumentów, które przemawiają za jedzeniem lodów

Każdy je lubi, ale nie każdy wie, jak korzystny wpływ na nasze zdrowie mają lody. Dowiedz się, ile dobra kryje się w zimnej przekąsce. 1.    Nie tuczą! Wbrew powszechnemu przekonaniu, że lody są niezdrowe, prawda jest inna. Porównując je do innych deserów okazuje się, że wcale nie są aż tak bardzo kaloryczne. W 100 gramach […]

Każdy je lubi, ale nie każdy wie, jak korzystny wpływ na nasze zdrowie mają lody. Dowiedz się, ile dobra kryje się w zimnej przekąsce.

1.    Nie tuczą!

Wbrew powszechnemu przekonaniu, że lody są niezdrowe, prawda jest inna. Porównując je do innych deserów okazuje się, że wcale nie są aż tak bardzo kaloryczne. W 100 gramach lodów śmietankowych znajduje się przeciętnie 160-200 kcal, podczas gdy w takiej samej porcji czekolady mlecznej kalorii jest aż 600! Wybierając lody mleczno-owocowe przyjmiemy około 120 kcal, a sorbety owocowe – mniej niż 100kcal.

2.    Wspomagają odchudzanie!

Jak dowodzą badania, lody jedzone z umiarem sprzyjają zachowaniu szczupłej sylwetki. Co więcej, naukowcy opracowali nawet lodową dietę, która z pewnością przypadnie Ci do gustu! Jeśli będziesz przestrzegać zdrowej diety o wartości energetycznej ok. 1500kcal, możesz pozwolić sobie na 200-gramową porcję lodów dziennie (wybieraj te smaki, które nie przekraczają 125kcal w 100 g). Po niedługim czasie możesz spodziewać się spadku wagi i jednoczesnego uzupełnienia niedoborów wapnia i białka.

3.    Są bogate w składniki odżywcze!

Jeśli zdecydujesz się na naturalne lody, bez ulepszaczy i półproduktów, możesz mieć pewność, że w Twojej diecie znajduje się zdrowa przekąska. Oprócz białka i wapnia, lody są bogate w łatwo przyswajalny tłuszcz oraz witaminy A, B2, B12, D i E, które zapobiegają osteoporozie, miażdżycy i chorobom nowotworowym. Dodatkowo w lodach znajdziesz potas i fosfor, a w sorbetach – dużą dawkę witaminy C!

4.    Leczą chore gardło!

Jeżeli Ty lub ktoś z Twoich bliskich mieliście kiedyś usuwane migdałki, przeszliście operacje laryngologiczne lub zwyczajnie przechodziliście anginę, to zapewne wiesz już, że jednym z podstawowych zaleceń lekarskich jest jedzenie lodów. Dzięki niskiej temperaturze zmniejszają obrzęk, łagodzą ból i przyspieszają gojenie śluzówki. Jeżeli nie jesteś zwolennikiem brania leków, wybierz naturalny i sprawdzony sposób!

5.    Budują odporność!

Temperatura ciała zdrowego człowieka wynosi 36,6˚C, a lodów między -8, a -4 ˚C. Organizm otrzymując sygnał o gwałtownej zmianie temperatury w obrębie jamy ustnej i przewodu pokarmowego stawiany jest w stan gotowości i w naturalny sposób przygotowuje się na walkę z chorobą. Lody bardzo szybko ogrzewają się w brzuchu, ale organizm jest lepiej przygotowany na zmiany temperatur, np. w okresie jesienno-zimowym.

6.    Poprawiają nastrój i wpływają na dobry sen!

Jedzenie lodów stymuluje produkcję serotoniny, czyli tzw. hormonu szczęścia. Po imprezowej nocy pomagają „wrócić do życia” dzięki zawartości cukru oraz składników odżywczych. Ponadto, zawarty w białkach lodów tryptofan korzystnie wpływa na produkcję melatoniny, a więc hormonu odpowiedzialnego za relaks i spokojny sen. Dlatego jeśli chcesz się rano obudzić wypoczęty, do poduszki wieczorem zjedz porcję lodów!

7.    Wspomagają koncentrację!

Zawarty w lodach naturalny cukier i woda podnoszą poziom energii i pomagają w wysiłku intelektualnym. Jeżeli czeka Cię trudny dzień w biurze, zacznij od porcji lodów, które stymulują mózg do lepszej pracy.

 

Jak widzisz, jedzenie lodów ma same zalety. Pamiętaj jednak, że lepiej wybrać lody naturalne, rzemieślnicze, które powstały z dobrych składników – bez ulepszaczy i sztucznych substancji. Wtedy możesz mieć pewność, że korzystnie wpłyną na Twoje zdrowie i samopoczucie!

 

5 skutecznych sposobów na spalenie świątecznych kalorii

Święta to niewątpliwie czas, w którym zapominamy o diecie. Tyle aromatycznych dań, które zwykle pojawiają się na naszym stole tylko raz w roku – aż trudno sobie odmówić! Niestety, w każdym posiłku znajduje się również ogromna ilość kalorii, które – jeśli ich nie spalimy, zamienią się w boczki… Poniżej prezentujemy Ci 5 sposobów, dzięki którym unikniesz dodatkowych kilogramów

1.  Wyjdź na spacer

Szybki miarowy marsz przez godzinę pozwala spalić nawet do 500 kalorii! Nie musisz mieć bardzo dobrej kondycji, po prostu idź do parku, lasu, czy nawet do miasta obejrzeć świąteczne dekoracje, ale poruszaj się nieco szybciej niż zwykle. Jeżeli obawiasz się smogu, wybierz się za miasto – tam powietrze jest zawsze lepsze!

 

2.  Jedź na narty

Pogoda sprzyja narciarzom i wiele stacji narciarskich jest już czynnych – nawet w Święta. Sprawdź w Internecie godziny otwarcia pobliskich stoków, pakuj narty i jazda! Białe szaleństwo na śniegu sprzyja pozbywaniu się zbędnych kalorii, a ile przy tym frajdy

Dobry sposób na wzmocnienie układu odpornościowego

Zima to niewątpliwie czas wzmożonych infekcji. W tym okresie wszystkie mamy i babcie podają swoim dzieciom i wnukom witaminę C, każą wypijać hektolitry gorącej herbaty i sprawdzają grubość skarpetek przed każdym wyjściem. No i, oczywiście, surowo zabraniają jedzenia lodów… czy jednak słusznie?

Skuteczne lekarstwo w walce z bólem gardła

Pomijając rozgrzewające działanie lodów, o którym możecie przeczytać w poprzednim artykule, lody mogą być także skutecznym lekarstwem oraz świetnym sposobem na wzmocnienie odporności.

Podczas chorób gardła, takich jak np. angina, lekarze bardzo często proponują pacjentom właśnie jedzenie lodów. Ich niska temperatura działa mniej więcej jak lód przyłożony na obolałe miejsce – łagodzi dyskomfort spowodowany chorobą. Dodatkowo, ze względu na ich konsystencję, zdecydowanie łatwiej je przełknąć. Podaje się je też pacjentom po wycięciu migdałków, ponieważ zwężają rozszerzone naczynia krwionośne opuchniętego gardła i, o czym już wspominałam, łagodzą ból po zabiegu.

Pozory mylą

Co ciekawe, znane nam wszystkim powiedzenie naszych babć „jedz lody wolniej, bo się przeziębisz” słyszane zazwyczaj podczas chłodnej pogody, okazuje się być bardziej aktualne latem niż zimą. Ze względu na znaczne różnice temperatur, podczas jedzenia lodów w ciepłe dni można uszkodzić śluzówkę gardła, tym samym dając pożywkę licznym bakteriom i wirusom. W zimie nie jest ona narażona na takie uszkodzenia.

Wzmacniaj odporność

Hartowanie organizmu jest jedną z najpopularniejszych na świecie i najbardziej skutecznych metod wzmacniania odporności. Polega ono na przyzwyczajaniu organizmu do zimna, co pomaga w znoszeniu zmian temperatur i zapobiega chorowaniu. Zimą najczęstszymi schorzeniami są choroby gardła. Wielu z nich można uniknąć właśnie jedząc lody i znieczulając gardło na chłód, tym samym wzmacniając odporność na wirusy. Jest to metoda bardzo często stosowana przez biegaczy.

Duża dawka wartości odżywczych

Lody są także źródłem m.in. potasu, wapnia i magnezu, które wzmacniają nasz układ immunologiczny i pomagają w zachowaniu zdrowego ciśnienia krwi. Wapń jest również podstawą zdrowych kości i zębów. Co ciekawe, jak udowodniła grupa duńskich badaczy na 16 ochotnikach, którym do śniadania podano mleko lub lody, jest on przyswajany z lodów z taką samą łatwością jak z mleka, które jest uważane za jego główne źródło.

 

Bądź zdrowy zimą – jedz lody!

Oczywiście, nie namawiamy nikogo do chodzenia w stroju kąpielowym w zimie, ale rozsądnie dawkowany chłód, w tym lody, mogą się okazać znacznie zdrowsze dla organizmu niż przegrzewanie go. Dlatego w tym roku – zamiast ciepłych skarpet – zaopatrzcie się na zimę w zapas lodów 😉

 

Czy zima sprzyja jedzeniu lodów?

W naszej kulturze istnieje przekonanie, że jedzenie lodów najlepsze jest w lecie. Są zimne, orzeźwiające i z całą pewnością może się wydawać, że właśnie dlatego skutecznie obniżają temperaturę ciała. Czy jednak naprawdę tak jest?

W naszej kulturze istnieje przekonanie, że jedzenie lodów najlepsze jest w lecie. Są zimne, orzeźwiające i z całą pewnością może się wydawać, że właśnie dlatego skutecznie obniżają temperaturę ciała. Czy jednak naprawdę tak jest?

Okazuje się, że statystycznie najwięcej lodów kupujemy… w zimie. Nie mam tu oczywiście na myśli lodów w gałkach czy na patyku, które zdecydowanie częściej jemy w lecie (na zewnątrz), ale te w kubkach, trzymane w zamrażalnikach, jedzone w ciepłych pomieszczeniach.

Teorie, dlaczego tak się dzieje, są bardzo liczne, czasem wręcz absurdalne. Niektórzy ludzie twierdzą, że dzieje się tak, ponieważ lody łatwiej wyprodukować w zimie – mróz szybciej i taniej je zamrozi (jeżeli jesteście zwolennikami tej teorii, to specjalnie dla Was już niedługo pojawi się na blogu artykuł o procesie produkcji naszych lodów ;)). Inni sądzą, że podczas wieczornego siedzenia przy kominku może nam się zrobić zbyt ciepło i wtedy najlepszym rozwiązaniem jest zjedzenie lodów dla ochłody.

Okazuje się jednak, że kupowanie lodów w zimie jest podświadome. Z naukowego punktu widzenia lody, podobnie jak (nawet te zimne) słodkie napoje, to idealny sposób na rozgrzanie! Peter Poortvliet, neuronaukowiec z Uniwersytetu w Queensland udowodnił, że to nie temperatura, a ilość kalorii w jedzeniu wpływa na rozgrzewanie ciała. Oczywiście, w pierwszej chwili mamy wrażenie schłodzenia organizmu, ale już chwilę później, gdy zaczyna się proces trawienia, staje się odwrotnie i lody nas rozgrzewają.

Z kolei w upalne dni bardzo łatwo możemy się schłodzić pijąc ciepłą herbatę albo jedząc ostre curry (co jest bardzo popularne w Indiach, gdzie przecież zdarzają się ekstremalne przypadki temperatury aż 51 stopni Celsjusza). Teorie, dlaczego tak się dzieje, są dwie: jedna mówi, że pocąc się ochładzamy nasz organizm; druga – nieco bardziej skomplikowana – została opisana przez Petera McNaughtona, neuronaukowca z Uniwersytetu w Cambridge. Mówi on, że podczas gdy receptory na języku wyczują ciepłe lub pikantne jedzenie, nasz organizm natychmiastowo chce się sam ochłodzić. Wynika to z tego, że człowiek, podobnie jak wszystkie inne ssaki, jest endotermiczny, czyli dąży do zachowania stałej temperatury ciała (36,6°C) niezależnie od czynników zewnętrznych.

A tak pomijając naukowe dowody, czy ktokolwiek w ogóle potrzebuje zapewnień, że lody są świetne w każdych warunkach? Są idealnym lekarstwem na jesienno-zimową depresję, świetnie smakują zarówno z zimnymi jak i ciepłymi dodatkami i nawet w zimie pozwalają na chwilę przypomnieć sobie lato. Dlatego, jeśli w chłodniejsze dni tęsknicie w pracy za wakacjami, wiecie gdzie szukać maszyny Mniamoo 😉

Akutaq – lody Eskimosów

Myśląc o lodach, zazwyczaj mamy na myśli słodki, orzeźwiający deser – idealny w lecie. Okazuje się jednak, że istnieje jeden rodzaj lodów, które w swoim składzie mają to, co my byśmy prawdopodobnie zjedli na obiad i – co więcej – są jedzone w warunkach, w których żaden Europejczyk nie pomyślałby o jedzeniu lodów. Są to lody Eskimosów – nazywane akutaq

Myśląc o lodach, zazwyczaj mamy na myśli słodki, orzeźwiający deser – idealny w lecie. Okazuje się jednak, że istnieje jeden rodzaj lodów, które w swoim składzie mają to, co my byśmy prawdopodobnie zjedli na obiad i – co więcej – są jedzone w warunkach, w których żaden Europejczyk nie pomyślałby o jedzeniu lodów. Są to lody Eskimosów – nazywane akutaq (wymowa AUK-gu-dak).

Ten przysmak jest charakterystyczny dla Alaski i północnej Kanady. Do jego zrobienia tradycyjnie używa się tłuszczu zwierzęcego pomieszanego z olejem z tłuszczu fok, ubitego z garściami owoców leśnych i świeżym śniegiem. Nazwa oznacza po prostu „mieszać” i jest bardzo adekwatna biorąc uwagę sposób tworzenia deseru – najprościej mówiąc, jest to ręcznie ubity tłuszcz zwierzęcy. Mówi się, że akutaq jest gotowy, kiedy składniki zwiększą swoją objętość sześciokrotnie podczas ubijania. I, mimo że z lodami wydaje się nie mieć zbyt dużo wspólnego, ma bardzo podobną do nich, puszystą konsystencję.

Chociaż obecnie akutaq jest zwyczajnie deserem, jeszcze w poprzednim stuleciu spełniał funkcje każdego dania. Przygotowywano duże porcje tych lodów, które następnie mrożono i wykorzystywano jako posiłek do podania gościom lub rodzinie.

Istnieją bardzo liczne wersje akutaq – w zależności od regionu. Klasyczny pochodzi z północnej Alaski i składa się z tłuszczu (np. niedźwiedzia i renifera), oleju ssaka wodnego (np. foki czy wieloryba) i dodatków smakowych (zarówno roślin jak i zwierząt). W innych regionach stanu kucharze zmieniali przepis, żeby go dostosować do lokalnych zasobów jedzenia, zawartości lodówki lub po prostu sezonalnych owoców. Jest to danie zawierające bardzo dużo białka, dlatego często pomagało mężczyznom przetrwać długie polowania w bardzo niskich temperaturach.

Nikt tak właściwie nie wie, kiedy akutaq się pojawił. Pewne jest jednak, że zdobycie składników potrzebnych do jego zrobienia nigdy nie było proste. Przez wiele wieków, aż do początku XX w., Eskimosi podróżowali na nogach, łodziami i w psich zaprzęgach aż do 1000 kilometrów do najbliższego targu, żeby móc się wymieniać między sobą różnymi składnikami koniecznymi do produkcji. W ten właśnie sposób akutaq przyczynił się do rozwoju ekonomicznego i socjalnego Alaski.

W 1842 roku odbył się nawet konkurs robienia akutaq. Miał on miejsce w pobliżu rzeki Jukon. Chociaż deser sam w sobie wydaje się co najmniej dziwny, wersje wymyślone podczas tego konkursu były jeszcze dziwniejsze – co więcej, im dziwniejsze tym lepsze. Podczas gdy żony mieszały, mężowie im podpowiadali, co jeszcze dodać. W ten sposób dodano między innymi krew, wydry, bobry, zawartość żołądka renifera, ususzone ryby, jaja ryb, jaja ptaków i różne owoce.

Chociaż danie to jest bardzo głęboko zakorzenione w kulturze stanu i rdzenni mieszkańcy je uwielbiają, akutaq, szczególnie ten prawdziwy, jest robiony coraz rzadziej. Współczesne technologie mają duży wpływ na Alaskę i jedzenie, które było podstawą jej kultury, coraz częściej jest zapominane. Produkcja akutaq, która dawniej była bardzo trudna i czasochłonna, została obecnie unowocześniona i bardzo często robi się je używając Crisco albo oliwy z oliwek i mieszając elektrycznym mikserem. Współcześnie dawne danie je się w formie deseru, z owocami i cukrem. Akutaq, chociaż patrząc na jego skład wydaje się być obrzydliwy, prawdopodobnie uratował niejedno życie w trudnych dla stanu momentach. A Wy, odważylibyście się go spróbować?

Jedz lody i pomagaj bezdomniakom!

Światowy Dzień Zwierząt to jedno z najważniejszych świąt nie tylko dla wszystkich wielbicieli zwierzaków, ale również dla wegetarian i wegan. Święto obchodzone jest od blisko 90 lat, a data 4 października nie jest przypadkowa – to również dzień św. Franciszka, patrona zwierząt, który określał je mianem „braci mniejszych”. Tego dnia dużą wagę przykłada się do uświadamiania ludzi, że zwierzęta jako żywe istoty mają również swoje prawa oraz zwraca się uwagę na los bezdomnych zwierzaków.

Światowy Dzień Zwierząt to jedno z najważniejszych świąt nie tylko dla wszystkich wielbicieli zwierzaków, ale również dla wegetarian i wegan. Święto obchodzone jest od blisko 90 lat, a data 4 października nie jest przypadkowa – to również dzień św. Franciszka, patrona zwierząt, który określał je mianem „braci mniejszych”. Tego dnia dużą wagę przykłada się do uświadamiania ludzi, że zwierzęta jako żywe istoty mają również swoje prawa oraz zwraca się uwagę na los bezdomnych zwierzaków.
Działanie jedynie raz w roku na rzecz bezdomnych zwierząt nie wystarcza. Każdego dnia, wiele czworonogów cierpi w schroniskach i domach, w których ludzie się nad nimi znęcają, dlatego istnieją organizacje non-profit, które pomagają znaleźć im nowy dom, wyleczyć je, ale też uświadomić ludziom, że zwierzęta będące całkowicie od nich zależne to nie zabawki czy rzeczy – mają pewne potrzeby, emocje i prawa.

Jedną z takich organizacji jest Stowarzyszenie Dog Rescue, początkowo działające w okolicach Krakowa, obecnie poprawiające sytuację bezdomnych zwierząt w całej Polsce. Są to wolontariusze poświęcający swój wolny czas na pomaganie czworonogom, pełni empatii i wrażliwości na krzywdę zwierząt. Swoją misję określają jako Kochać, szanować, pomagać. Działania prowadzone przez Dog Rescue obserwujemy już od dłuższego czasu i jesteśmy pod ogromnym wrażeniem, ile serca, oddania i pasji wkładają w to, co robią. Niezwykłe jest to, ile dobra jest w ich sercach! My też uwielbiamy zwierzaki, dlatego postanowiliśmy połączyć nasze siły i wesprzeć Stowarzyszenie. Nie ma lepszej okazji, niż Światowy Dzień Zwierząt, dlatego podjęliśmy decyzję, że od każdego sprzedanego w tym dniu kubeczka lodów Mniamoo przekażemy 2 złote dla Dog Rescue. Każdy z Was może dołączyć do naszej akcji – jedząc lody pomagasz bezdomniakom! It’s so tasty to help, isn’t it?

Gdybyście chcieli dodatkowo wesprzeć Stowarzyszenie, zapraszamy Was na stronę https://www.dogrescue.pl/

Poniżej 7 faktów, które dają do myślenia:
1.   Chociaż rekiny budzą postrach wśród ludzi, to ludzie zabili aż 10 razy więcej rekinów niż rekiny ludzi.
2.   Każdego roku zabija się aż 56 miliardów zwierząt dla jedzenia.
3.   Ilość zabijanych ryb i innych morskich istot nie jest możliwa do policzenia – dlatego podaje się ją jedynie w tonach.
4.   Aż 100 milionów zwierząt rocznie ginie w laboratoriach w USA, gdzie są wykorzystywane do testowania jedzenia, chemikaliów, leków oraz kosmetyków, a także na lekcjach biologii, a nawet eksperymentach przeprowadzanych z ciekawości.
5.   Do zwierząt laboratoryjnych należą między innymi myszy, żaby, szczury, psy, koty, króliki, chomiki, świnki morskie, małpy, ptaki i ryby.
6.   W 2017 roku, Ministerstwo Rolnictwa Stanów Zjednoczonych w ramach walki z dzikimi zwierzętami zabiło lub poddało eutanazji 2,307,122 zwierząt, z czego jedynie 987,047 było określone jako „szkodliwe” co oznacza, że zabito aż 1,320,075 „nieszkodliwych” zwierząt.
7.   W 2016 roku, do nadzorowanych schronisk w Polsce przyjęto 71,926 psów, z czego tylko 64,383 znalazło dom.

Gianduia, czyli… starsza siostra Nutelli

Nie ulega wątpliwości, że wszyscy – zarówno dzieci, jak i dorośli – uwielbiają Nutellę i to w każdej możliwej postaci! Na kanapkach w ramach śniadania, z naleśnikami w ramach obiadu i najlepiej jeszcze na łyżeczce, bez żadnych dodatków, jako deser. I choć wcale nie wierzę stereotypom, że z jedzenia Nutelli można wyrosnąć, to gdybym miała podać jedną wersję czekolady na zastępstwo Nutelli (jako bardziej wytworna i dojrzalsza wersja), byłaby to bez wątpienia gianduia.

Powiedzieć, że gianduia (lub gianduja – obie wersje pisowni są poprawne; nazwę wymawia się dzianduja ;)) to włoski nugat z kakao i orzechów, to jakby nie powiedzieć nic. Chociaż połączenie czekolady z orzechami to jedno z najbardziej oczywistych połączeń w deserach, jestem pewna, że smaku giandui nikt, kto jej spróbował, łatwo nie zapomni.

Deser ten powstał w XIX wieku, i co ciekawe – z przyczyn politycznych. Napoleon narzucił embargo na produkty sprowadzane przez Brytyjczyków, dlatego kakao stało się bardzo trudno dostępne i niezwykle drogie. Jeden z czekoladników z Turynu, Michele Prochet, współpracujący z najbardziej znanym piemonckim przedsiębiorstwem cukierniczym Caffarel, wymyślił wtedy, żeby pomieszać kakao z typowymi dla tego regionu zmielonymi orzechami Tonda Gentile del Piemonte.

Tradycyjna gianduia jest bardzo ciemna i mocno orzechowa. W czasach, kiedy powstała, nie istniała jeszcze mleczna czekolada. Skład jest nawet określany przez prawo: nazwy „gianduia” można używać produkując pastę zawierającą co najmniej 20% orzechów. Oczywiście najlepsi producenci dodają ich znacznie więcej!

Nazwa jest silnie związana z regionem, z którego deser pochodzi. Gianduja to maska karnawałowa z Turynu, bo właśnie na karnawał w 1865 roku wypuszczono pierwszą i jedną z najbardziej znanych wersji giandui – czekoladki gianduiotti o charakterystycznym kształcie określanym jako „przedłużona piramida” lub „odwrócona łódź”. Zapakowane są w złotą lub srebrną folię.

Obecnie najbardziej znanym deserem zainspirowanym gianduią jest Nutella, stworzona w latach 40. XX wieku przez Włocha Pietro Ferrero. Początkowo nosiła nazwę Pasta Gianduja i wprowadzono ją na rynek od razu po II Wojnie Światowej, kiedy to kakao było wciąż jeszcze bardzo oszczędnie wykorzystywane. Ferrero zaczął jednak szybko produkować tańszą wersję giandui z dodatkiem tłuszczu roślinnego, który pomógł stworzyć idealną do smarowania konsystencję. Początkowo była ona sprzedawana pod nazwą Supercrema Gianduja, a w 1964 roku zmieniono ją na znaną do dziś Nutellę.

 

Aleksandra Wojnar